Fotografia – reklama – prawo

Just another WordPress.com site

Archive for the category “Ogólne”

Szkolenie PRAWO W FOTOGRAFII

Zapraszam na szkolenie PRAWO W FOTOGRAFII organizowane przez Kancelarię, którą współtworzę. Na szkoleniu przybliżymy kwestie praktyczne dotyczące prawa autorskiego i prawa do wizerunku w branży fotograficznej.

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie Kancelarii.

.2015-02-17-plakat

Reklamy

Zdjęcie zrobione przez małpę

W ostatnich tygodniach dość głośnym zdarzeniem z pogranicza świata prawnoautorskiego była historia małpy, która zabrała fotografowi aparat i sama zrobiła sobie zdjęcie.

Opierając się na doniesieniach medialnych, można założyć, że faktycznym autorem zdjęć jest właśnie małpa, co – uwzględniając kluczową zasadę prawa autorskiego, że utwór jest dziełem stworzonym przez człowieka – prowadziłoby do uznania, że nie tylko prawa autorskie do tych zdjęć nie przysługują fotografowi, ale też że w ogóle nie są one utworem.

Oczywiście samo naciśnięcie spustu migawki nie przesądza o autorstwie – klasycznymi przykładami są sytuacje, gdy jedna osoba wybiera ujęcie, określa ustawienia, moment zrobienia zdjęcia, a ktoś inny naciska spust – dokonując de facto jedynie czynności technicznej. W takiej sytuacji nie ma wątpliwości, że autorem w rozumieniu przepisów o prawie autorskim, jest twórca koncepcji. Tu jednak z samego opisu sytuacji dość jednoznacznie wynika, że to nie fotograf decydował o ujęciu, tylko (zapewne w sposób przypadkowy) małpa. Skoro tak, trudno mówić o autorstwie, czy autorstwie częściowym fotografa.

Inną sprawą jest natomiast obróbka zdjęcia – zakładając,  że zdjęcie, które zostało udostępnione przez fotografa, zostało poddane obróbce, obróbka ta mogłaby mieć charakter twórczy i zapewnić obrobionej fotografii samoistną ochronę.

Oczywiście to wszystko to tylko punkt wyjścia – jak ostatecznie ta inna sytuacja zostaną ocenione, jeśli podobne sprawy będą trafiać do sądu, nie sposób przewidzieć. Z jednej strony wszystko zależy od konkretnej sytuacji, z drugiej – prawo autorskie (bardziej niż większość innych dziedzin prawa) jest w swoim stosowaniu wyjątkowo zależne od subiektywnych ocen.

Nierzetelny kontrahent

Udało się odnieść pierwszy sukces. Znalazłeś klienta, udało się ustalić dobre dla obu stron warunki, umowa została zawarta. Mija nieco czasu – rzetelnie i starannie wykonujesz zdjęcia, grafikę, czy projekt portalu internetowego. Przekazujesz wykonane dzieło zleceniodawcy, jednak kiedy przychodzi do określonego w umowie lub fakturze terminu zapłaty środków na koncie nie ma.

Nic niezwykłego – takie rzeczy się zdarzają. Kiedy jednak mija kilka dni, próbujesz skontaktować się ze zleceniodawcą. Reakcje mogą być różne – telefon milczy, sekretarka obiecuje, że szef oddzwoni (czego ten nie czyni), ewentualnie pojawiają się zapewnienia, że przelew „już wyszedł”. Mijają kolejne dni i tygodnie, a zapłaty jak nie było, tak nie ma.

Problem opóźnień w płatnościach i ich braku jest stary jak świat i styka się z nim praktycznie każdy przedsiębiorca, czy szerzej każda osoba świadcząca usługi – niezależnie od tego, w jakiej skali działa.

Powody mogą być rozliczne:

1) kontrahent faktycznie ma problemy z płynnością – zarówno zawinione, jak i niezależne od niego, może być w dokładnie takiej samej sytuacji – nie jest w stanie zapłacić, bo jemu nie zapłacili jego klienci;

2) kontrahent stara się zyskać na czasie – to dość częsty przypadek. Wykorzystując silniejszą pozycję, zwleka z zapłatą należności. W końcu płaci, oczywiście bez jakichkolwiek odsetek i w ten dość prosty sposób darmowo kredytuje się kosztem partnerów;

3) kontrahent nie płaci i płacić nie zamierza – w tej grupie mieści się dość liczna kategoria „przedsiębiorców”, których „model biznesowy” opiera się o korzystanie z usług i niepłacenie za nie.

W przypadku pierwszej grupy wszystko zależy od tego, jak głębokie są problemy takiego kontrahenta.

Jeśli problemy są do przezwyciężenia, często możliwe jest dogadanie się, wydłużenie terminów płatności. Ogólnie rzecz biorąc jest to rozwiązanie najczęściej tańsze (szczególnie w przypadku niewielkich kwot), niż występowanie do sądu, z reguły też szybciej przynosi efekty.

Niemniej przez cały czas warto pamiętać o rozwiązaniach prawnych. Jeśli kontrahent w kłopotach zgodzi się na uznanie długu lub wystawienie weksla może to stanowić pewne potwierdzenie tego, że prowadzi negocjacje w dobrej wierze. Z kolei, gdy próby ugodowego odzyskania należności zawiodą, albo okaże się, że partner jednak nie do końca jest uczciwy, należy rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Wniesienie pozwu po pierwsze pokazuje determinację w odzyskaniu należności i może skłonić przynajmniej niektórych dłużników do „znalezienia” kwot potrzebnych do zapłaty  zobowiązania. Nie ma tu reguły, wiele zależy od konkretnego dłużnika, niemniej takie sytuacje się zdarzają.

Jeśli dłużnik nie zapłaci dobrowolnie, uzyskanie wyroku otwiera drogę do przymusowego wyegzekwowania należności. O ile oczywiście dłużnik ma majątek, z którego można taką egzekucję prowadzić.

I tu dochodzimy do szczególnej grupy kontrahentów w kłopotach – kontrahentów mających na tyle poważne problemy, że niemożliwe jest nawet przymusowe wyegzekwowanie zaległości. W takiej sytuacji trzeba rozważyć, czy najlepszym rozwiązaniem może być po prostu pogodzenie się ze stratami. Postępowanie sądowe wymaga ponoszenia kosztów – nie tylko finansowych, ale też przede wszystkim czasu.

Druga grupa to trochę ciekawszy przypadek. Zalicza się do niej spora kategoria podmiotów, które z różnych powodów opóźniają się z płatnościami, chociaż ostatecznie regulują swoje zobowiązania. Może to być efektem albo rzeczywistych problemów finansów, albo określonej polityki kredytowania się kosztem partnerów biznesowych. W grupie tej znajdują się najróżniejsi przedsiębiorcy – począwszy od zupełnie drobnych, skończywszy na liderach rynku.

Jak z nimi postępować? Tu wiele zależy od naszej konkretnej sytuacji. Można z nimi walczyć, rezygnować z takiego klienta, można domagać się od niego odsetek. W praktyce często najlepiej po prostu wliczyć opóźnienia do kosztów współpracy i realizować zlecenia, godząc się z opóźnionymi płatnościami. To już kwestia własnego wyboru – jeśli mamy do wyboru kontrahenta płacącego szybko, albo opóźniającego się, wybór jest jasny. Z drugiej strony w świecie, w którym każdy nowy partner może się okazać niewypłacalny, kontrahent, który płaci z opóźnieniem, ale jednak płaci, ma swoją wartość.

Postępowanie z tą grupą należy jednak raczej do sfery decyzji biznesowych. Podejmowanie względem nich jakichkolwiek kroków prawnych – biorąc pod uwagę koszty takich działań – najczęściej mija się z celem.

Trzecia grupa jest najciekawsza i najbardziej problematyczna. Jej przedstawiciele kierują się najrozmaitszymi pobudkami.

Po pierwsze są to „przedsiębiorcy”, dla których niepłacenie jest normalnym sposobem działania. Podejmują oni jakieś przedsięwzięcie (może to być np. wydawanie jakiegoś periodyku, prowadzenie portalu internetowego), możliwie dużo prac zlecają podwykonawcom, bardzo drobnym przedsiębiorcom lub wolnym strzelcom – przygotowanie zdjęć, grafik, napisanie tekstów, prace informatyczne. Już na etapie zlecenia prac, nie mają najmniejszego zamiaru płacić. Ich „działalność” opiera się na dwóch podstawowych filarach – po pierwsze na tym, że wartość umów jest relatywnie niewielka (w zależności od skali działalności pojedyncza umowa to najczęściej kilkaset, w większych przypadkach kilka tysięcy złotych), po drugie, na niskiej świadomości prawnej oszukiwanych kontrahentów.

Połączenie tych dwóch czynników powoduje, że oszukani kontrahenci najczęściej nie podejmują efektywnie prób odzyskania wierzytelności. Przekonani o nieefektywności, kosztowności i długotrwałości procedur sądowych rezygnują z występowania na drogę sądową.

Najczęściej to jest właśnie cel działania tego typu „przedsiębiorców”. Wobec podwykonawców usiłujących dowiedzieć się kiedy uzyskają wynagrodzenie, taki nierzetelny kontrahent stosuje metodę uników – najpierw zwodzi, potem ignoruje, przestając odbierać telefony, czy odpowiadać na maile.

Tymczasem nieraz odzyskanie należności od tego typu dłużników wcale nie jest trudne. W ich modelu działalności kryje się założenie, że oszukani nie pójdą do sądu i faktycznie większość tego nie robi. Natomiast jeśli już ktoś z podwykonawców takiego „biznesmena” uzyskuje wyrok, okazuje się, że ten często płaci, nawet bez konieczności wszczynania egzekucji.

W ramach trzeciej grupy można też wyróżnić kontrahentów, którzy nie chcą dla zasady zapłacić konkretnego długu, chociaż co do zasady regulują zobowiązania i nie budują swojej pozycji na oszustwie. Ich działanie może wynikać z rozmaitych pobudek – najczęściej jest to niezadowolenie z wykonanej usługi lub przebiegu współpracy. Zawsze należy się liczyć z tym, że klient nie przyjmie wykonanej usługi – np. uzna że przedstawione fotografie czy grafiki nie spełniają jego oczekiwań.

W takiej sytuacji najwięcej zależy od dwóch kwestii:

– konstrukcji umowy – to umowa powinna precyzować procedurę odbioru dzieła, zgłaszania uwag do jego wykonania, możliwości odstąpienia od umowy;

– słuszności zgłoszonych zarzutów – czy mają one charakter rzeczywisty, czy też stanowią jedynie pretekst do wycofania się z umowy.

W przypadku tego typu dłużnika należy koniecznie wziąć pod uwagę te dwa zagadnienia, przed podjęciem decyzji o wystąpieniu na drogę sądową lub też rezygnację z niej.

Oczywiście to wszystko pewne typy idealne – takie, z którymi najczęściej było mi dane zetknąć się w praktyce. Poza nimi jest jeszcze bardzo wielu niepłacących dłużników, którzy nie mieszczą się w żadnej z tych grup.

Typy niepłacących dłużników różnią się też w zależności od tego, z jak dużymi kwotami mamy do czynienia. Kategorie, które opisałem wyżej odnoszą się do typowych kontrahentów, z którymi styka się drobny przedsiębiorca lub wolny strzelec – zalegających z (relatywnie) niewielkimi kwotami, kilkuset, czasem kilku tysięcy, rzadziej kilkunastu tysięcy złotych. Przy większych umowach nierzetelny dłużnik nie może liczyć, że jego zaległości zostaną puszczone tak łatwo w niepamięć. Jednak co do zasady na nieuczciwego lub znajdującego się w kłopotach partnera biznesowego można trafić niezależnie od tego, jak znaczącą umowę się podpisuje.

Kilka słów tytułem wstępu

Witam, na blogu, który stanowi pokłosie mojego innego bloga prawniczego „W todze i bez togi” , oraz zawodowej praktyki.

Jak wskazuje tytuł, blog dotyczy w założeniu wszelkich aspektów prawnych wiążących się z fotografią, grafiką, reklamą.

Do kogo jest skierowany? Przede wszystkim do osób, które zawodowo zajmują się tymi dziedzinami. Fotografów, grafików, niewielkich agencji reklamowych, PR-owych lub marketingowych.

Oczywiście część wpisów z natury rzeczy może przydać się każdej osobie mającą styczność z fotografią czy grafiką, nawet amatorsko, podobnie jak osobom zainteresowanym prawem autorskim, czy zagadnieniami związanymi z prawem reklamy etc.

Jednak głównym adresatem pozostają profesjonaliści. Wpisy z założenia mają mieć charakter praktyczny, bardziej teoretyczne rozważania poświęcone opisanym tematom będzie można znaleźć na blogu „W todze i bez togi”.

Istnieje pewien stały zestaw problemów, z którymi spotyka się duża część osób parających się zawodowo fotografią, czy grafiką. Większość pracuje jako freelancerzy – czy to prowadząc własną działalność, czy też po prostu wykonując pojedyncze zlecenia. Typowa jest dużo słabsza pozycja wykonawcy wobec zleceniodawców.

Niechęć do skorzystania z drogi sądowej, w połączeniu z często niewielkimi kwotami wynagrodzenia z poszczególnych zleceń powoduje, że wykonawcy często faktycznie rezygnują z ochrony swoich praw nawet wówczas, gdy racja w pełni jest po ich stronie. Do tego dochodzą typowe grzechy – jak brak pisemnego, czy choćby mailowego ustalenia warunków współpracy lub zawieranie umów bardzo niekorzystnych.

Brak wiedzy dotyczy zarówno przyziemnych aspektów działalności – zawierania umów, egzekucji wierzytelności, prowadzenia działalności gospodarczej – ale także „meritum”. A niestety, brak znajomości podstawowych pojęć, tego czym jest prawo autorskie, dobra osobiste, znaki towarowe, ograniczenia związane z reklamą, co oznacza naruszenie przepisów, jakie pociąga  za sobą konsekwencje – też potrafi zemścić się w praktyce.

Czy tego chcemy, czy nie, prawo jest nieodłącznym składnikiem każdej działalności. Oczywiście w idealnym świecie fotograf czy grafik mógłby zajmować się jedynie tym, co robi najlepiej. Jednak świat, w którym żyjemy nie jest idealny i niewiedza na temat prawa może tylko zaszkodzić.

Post Navigation