Fotografia – reklama – prawo

Just another WordPress.com site

Archive for the category “Egzekwowanie należności”

Koszty sądowe

Decyzja o pozwaniu nierzetelnego klienta zawsze jest trudna, tym trudniejsza, jeśli nie posiada się wiedzy i doświadczenia. Każda sprawa jest inna – niektóre są bardzo łatwe, inne trudne (czasem na własne życzenie powoda), jedne mają szansę zakończyć się po kilku tygodniach, inne będą ciągnąć się latami.

Jednak jeden element jest stały i możliwy do przewidzenia – są to opłaty sądowe. Opłatę należy uiścić przy wnoszeniu pozwu (a także innych pism w postępowaniu cywilnym).

A zatem należy odpowiedzieć na pytanie – ile to wszystko kosztuje?

W ogromnej większości spraw opłata jest uzależniona od wartości przedmiotu sporu – w przypadku spraw o zapłatę, jest to wysokość dochodzonej kwoty.

Opłata stosunkowa wynosi 5% wartości przedmiotu sporu, ale nie mniej niż 30 i nie więcej niż 100.000 złotych.

W praktyce duża liczba spraw jest rozpoznawanych w postępowaniu uproszczonym. Dotyczy to spraw, w których roszczenie wynika z umowy – warto pamiętać, że umową jest nie tylko pisemny dokument.

W postępowaniu uproszczonym obowiązują opłaty stałe, zależne od wartości przedmiotu sporu:

a)      do 2.000 zł – opłata wynosi 30 zł;

b)      ponad 2.000 do 5.000  – opłata wynosi 100 zł;

c)      ponad 5.000 do 7.500 zł – opłata wynosi 250 zł;

d)      ponad 7.500 zł – opłata wynosi 300 zł.

Są to więc najczęściej opłaty trochę korzystniejsze, niż wynikające z zasad ogólnych.

Bardziej szczegółowo na temat opłat sądowych w różnych rodzaj spraw pisałem w tym wpisie.

Naruszenie praw autorskich

Ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych przewiduje opłatę w wysokości 600 złotych w sprawie naruszenie niemajątkowych praw autorskich. Opłata taka będzie wnoszona przede wszystkim w sprawach o naruszenie autorskich dóbr osobistych. Większość typowych spraw o zapłatę np. za wykonane zdjęcia lub grafiki nie jest sprawami o ochronę praw autorskich, tylko o wykonanie umowy i opłata sądowa od pozwu jest ustalana jedynie w zależności od kwoty żądania.

Przykład 1

Fotograf odkrywa, że jego zdjęcia zostały wykorzystane (bez jego wiedzy) na stronie internetowej. Jeśli administrator (właściciel) tej strony nie usunie fotografii dobrowolnie, fotograf będzie mógł wystąpić przeciw niemu z roszczeniem o usunięcie fotografii i zapłatę odszkodowania – pozew w takiej sprawie będzie podlegał opłacie w wysokości 600 złotych (roszczenie niemajątkowe – żądanie usunięcia fotografii) + 5% żądanego odszkodowania.

Przykład 2

W opisanej wyżej sytuacji fotograf wykonał fotografię na zamówienie osoby, która umieściła je (zgodnie z umową) na swojej stronie internetowej, nie zapłaciła jednak wynagrodzenia. W takiej sytuacji, fotograf dochodząc od zleceniodawcy wynagrodzenia wniesie pozew podlegający opłacie w wysokości 5% żądanej kwoty (jeśli wynagrodzenie przekracza kwotę 10 tysięcy złotych) lub też opłacie należnej w sprawach uproszczonych (jeśli wynagrodzenie jest niższe).

Przykład 3

Zamawiający umieścił na stronie internetowej grafiki, stworzone na zamówienie, zgodnie z postanowieniami umowy. Grafik otrzymał wynagrodzenie, jednak – wbrew postanowieniom umowy – utwory umieszczone na stronie nie zostały w żaden sposób oznaczone jego nazwiskiem. Tym samym doszło do naruszenia autorskich praw osobistych twórcy. Grafik może w takiej sytuacji skierować przeciw zamawiającemu pozew o zaniechanie naruszeń (czyli oznaczenie utworów jego nazwiskiem). Pozew taki będzie podlegać opłacie w wysokości 600 złotych.

Gdyby grafik chciał równocześnie domagać się od zamawiającego odpowiedniego zadośćuczynienia, pozew będzie podlegał dodatkowej opłacie wynoszącej 5% żądanego zadośćuczynienia.

Zwolnienie od kosztów sądowych

Każda osoba biorąca udział w postępowaniu sądowym ma prawo ubiegać się o zwolnienie od kosztów sądowych. Po więcej informacji na temat zwolnienia od kosztów zapraszam do mojego blogu „Poradnik sądowy przedsiębiorcy”.

Zwrot kosztów przeciwnikowi

Należy też pamiętać, że przegranie sprawy sądowej prowadzi do konieczności zwrotu kosztów sądowych przeciwnikowi. Po więcej informacji na temat zwrotu kosztów przeciwnikowi zapraszam do mojego blogu „Poradnik sądowy przedsiębiorcy”.

Reklamy

Nierzetelny kontrahent – co można zrobić?

Jak napisałem w poprzednim wpisie nierzetelni dłużnicy często liczą na to, że wierzyciele nie zdecydują się na skorzystanie z drogi sądowej i faktycznie w wielu przypadkach to przekonanie okazuje się zasadne. W efekcie dużą część kosztów nierzetelnego postępowania dłużnika ponoszą kontrahenci, na których żeruje.

Powody takiego postępowania ze strony oszukanych partnerów są wielorakie, ale w praktyce sprowadzają się do czterech głównych:

1) Brak wiedzy na temat tego, w jaki sposób egzekwować swoje prawa.

2) Przekonanie o zbytniej długotrwałości postępowania sądowego – które przekłada się na nieopłacalność dochodzenia swoich roszczeń.

3) Przekonanie o zbyt wysokich kosztach postępowania sądowego.

4) Przekonanie, że zasądzonej kwoty i tak nie uda się wyegzekwować.

1) Brak wiedzy na temat możliwości ochrony swoich praw jest nieodłącznym elementem niskiej świadomości prawnej.

Nawet osoby prowadzące działalność gospodarczą nie zawsze mają świadomość tego, w jaki sposób mogą chronić swoje prawa. Brak wiedzy przekłada się też na popełniane błędy – jak choćby brak pisemnego potwierdzenia warunków zawartej umowy.

Niestety, chociaż mało kto lubi zajmować się zagadnieniami prawniczymi, a jeszcze mniej osób przepada za kontaktami z sądami i urzędami – czasem po prostu nie ma wyboru. Podejmując działalność na własny rachunek (niezależnie od tego w jakiej formie), należy się liczyć z tym, że zajmowanie się sprawami administracyjnymi, podatkami, czy wreszcie sporami sądowymi może pochłaniać nie mniej energii niż poszukiwanie klientów, czy świadczenie na ich rzecz usług. To element rzeczywistości, z którym trzeba się po prostu pogodzić.

Jak? To już zależy oczywiście od charakteru i znaczenia tych spraw. Niektóre są proste i można dać sobie z nimi radę samemu (pewne porady, jak to czynić, postaram się przekazać w tym blogu, inne można znaleźć tutaj). Jest też sporo spraw trudnych, w których pomoc specjalisty jest przydatna lub wręcz nieodzowna – w takich przypadkach trzeba ocenić, czy dana sprawa jest warta kosztów takiej usługi.

Warto jednak pamiętać o jednym – jeśli mamy poczucie, że w danej sprawie potrzebujemy pomocy specjalisty, należy udać się do niego jak najwcześniej. Wiele spraw sądowych jest przegrywanych na długo przed tym, nim zostanie złożony pozew – ponieważ popełnione błędy okazują się niemożliwe do naprawienia.

2) Długotrwałość postępowania sądowego – prawda czy mit.

Z jednej strony jest to prawda, bo faktycznie – zwłaszcza w realiach dużych miast – postępowania trwają dość długo. Nie jest niczym niezwykłym, że przerwa między kolejnymi rozprawami wynosi pół roku, czy nawet o wiele dłużej. Sprawa trwająca dwa-trzy lata w pierwszej instancji (gdy do przesłuchania jest co najmniej kilku świadków, a w sprawie sporządzana jest opinia biegłego) nie jest szczególnie rzadkim zjawiskiem.

Nie ulega wątpliwości, że droga sądowa nie jest drogą bardzo szybką. Jeśli klient ci nie zapłaci, przez co nie masz na pokrycie własnych rachunków – ZUS-u, czynszu za lokal i innych – wystąpienie do sądu nie rozwiąże tego problemu. Należności spłyną w najlepszym razie dopiero za kilka miesięcy, realnie – nie wcześniej niż za rok.

Z drugiej strony nie jest też tak, że każda sprawa wymaga przesłuchania świadków, czy przeprowadzania dowodu z opinii biegłego. Znakomita większość prostych, niewielkich spraw o zapłatę ma wszelkie szanse zakończyć się na nakazie zapłaty, ewentualnie jednym terminie rozprawy.

Zresztą, nawet przyjmując, że środki od nierzetelnego dłużnika trafią na konto wierzyciela po roku-półtora, nie jest to powodem, aby rezygnować. Rezygnacja z dochodzenia swoich praw tylko dlatego, że sprawa może długo potrwać nie jest do końca racjonalna. Zwłaszcza w przypadku prostych spraw, które po wniesieniu pozwu nie wymagają znaczącego zaangażowania powoda, a „tryby sprawiedliwości” raz wprawione w ruch obracają się same (nawet jeśli czynią to niespiesznie).

Skoro usługa została wykonana, należy się za nią wynagrodzenie i z tego, że uzyskanie zapłaty może się okazać czasochłonne, nie można wyciągać wniosku, że jest niemożliwe, albo nieopłacalne.

3) Koszty sądowe – wysokie, czy niskie?

Czy postępowanie sądowe w Polsce jest drogie? Jedni uważają, że koszty sądowe są wysokie, inni, że za niskie, jeszcze inni, że jest w sam raz.

Oczywiście z punktu widzenia osoby, która zamierza wystąpić do sądu o ochronę swoich praw, składając – przykładowo – pozew o zapłatę, takie rozważania teoretyczne są pozbawione znaczenia. Z punktu widzenia osoby, która stara się odzyskać od nierzetelnego dłużnika pieniądze za wykonaną usługę, każda opłata sądowa może wydawać się za wysoka.

Oczywiście w razie sukcesu, przeciwnik zostanie zobowiązany do zwrotu zapłaconych opłat sądowych, jednak z punktu widzenia powoda sytuacja jest prosta – koszty sądowe trzeba ponieść na długo przed tym, nim uda się odzyskać jakiekolwiek kwoty. Gdy przeciwnik okaże się niewypłacalny – kwoty poniesione na opłacenie kosztów sądowych są de facto tracone.

Szczegółowej wysokości kosztów sądowych, oraz temu, jak można uniknąć ich ponoszenia, poświęcę jeden z kolejnych wpisów. W praktyce w większości spraw opłata sądowa wynosi 5% wartości przedmiotu sporu (np. żądanej kwoty). Co więcej bardzo duża część spraw jest rozpoznawana w postępowaniu uproszczonym – dotyczy to sporów wynikających z umowy, w których wartość przedmiotu sporu jest niższa od 10 tys. złotych. W takich sprawach opłata jest opłatą stałą i wynosi od 30 do 300 złotych (w praktyce w większości przypadków opłata ta jest mniejsza niż 5%).

Czy opłaca się ponosić te koszty? To zależy od konkretnej sytuacji – tego, czy dłużnik jest wypłacalny, czy jesteśmy w stanie jednoznacznie wykazać istnienie i wysokość swojego roszczenia.

4) Skuteczność egzekucji

Dość powszechne jest przekonanie o dłużnikach ukrywających majątek. Innym problemem jest sytuacja, w której dłużnik ma tak wielu wierzycieli, że odzyskanie należności staje się niemożliwe.

Jak to wygląda w praktyce?

Ukrywanie majątku – w zależności od tego, kim jest dłużnik, może przybierać rozmaite formy – od rezygnacji z legalnego zatrudnienia (i przejścia do pobierania wynagrodzenia „na czarno”), po przysłowiowe „przepisywanie” domów i samochodów na rodzinę.

Postępują tak zarówno dłużnicy alimentacyjni, jak i oszuści gospodarczy. Powszechność tego zjawiska bywa jednak przeszacowywana – większość uczestników obrotu, zwłaszcza przedsiębiorców, jakiś majątek i przychody posiada i wyegzekwowanie od nich należności (przynajmniej przy rozsądnie działającym komorniku) jest jak najbardziej możliwe.

Dłużnik niewypłacalny – to przypadek, który się zdarza. Nie sposób go uniknąć, nawet jeśli dokładnie sprawdza się sytuację kontrahentów (a przy umowach o małej wartości realne możliwości sprawdzenia kontrahenta są znikome). Prowadzi to do sytuacji, takich jak ta, w której wierzyciel, zadowolony, że udało mu się uzyskać nakaz zapłaty na trzy tysiące złotych, udaje się z tym nakazem do komornika, jedynie po to, aby się dowiedzieć, że wobec dłużnika prowadzone są bezskuteczne egzekucje na setki tysięcy złotych, a szanse zaspokojenia jakiejkolwiek wierzytelności są znikome.

Podobnie, jak w poprzednim przypadku – takie sytuacje się zdarzają i trzeba się z nimi liczyć, ale większość dłużników dysponuje majątkiem oraz przychodami i wyegzekwowanie – zwłaszcza niewielkich – wierzytelności jest jak najbardziej realne.

Podsumowując – w znakomitej większości przypadków, o ile wierzyciel nie popełnił bardzo dużych błędów, uzyskanie zapłaty za wykonaną usługę jest w pełni możliwe, nawet jeśli okaże się czasochłonne. I za każdym razem trzeba się zastanowić, czy warto się poddawać, czy też raczej lepiej spróbować walczyć o swoje racje – bo w końcu odzyskanie swoich pieniędzy po dwóch latach jest lepsze, niż całkowita z nich rezygnacja.

Nierzetelny kontrahent

Udało się odnieść pierwszy sukces. Znalazłeś klienta, udało się ustalić dobre dla obu stron warunki, umowa została zawarta. Mija nieco czasu – rzetelnie i starannie wykonujesz zdjęcia, grafikę, czy projekt portalu internetowego. Przekazujesz wykonane dzieło zleceniodawcy, jednak kiedy przychodzi do określonego w umowie lub fakturze terminu zapłaty środków na koncie nie ma.

Nic niezwykłego – takie rzeczy się zdarzają. Kiedy jednak mija kilka dni, próbujesz skontaktować się ze zleceniodawcą. Reakcje mogą być różne – telefon milczy, sekretarka obiecuje, że szef oddzwoni (czego ten nie czyni), ewentualnie pojawiają się zapewnienia, że przelew „już wyszedł”. Mijają kolejne dni i tygodnie, a zapłaty jak nie było, tak nie ma.

Problem opóźnień w płatnościach i ich braku jest stary jak świat i styka się z nim praktycznie każdy przedsiębiorca, czy szerzej każda osoba świadcząca usługi – niezależnie od tego, w jakiej skali działa.

Powody mogą być rozliczne:

1) kontrahent faktycznie ma problemy z płynnością – zarówno zawinione, jak i niezależne od niego, może być w dokładnie takiej samej sytuacji – nie jest w stanie zapłacić, bo jemu nie zapłacili jego klienci;

2) kontrahent stara się zyskać na czasie – to dość częsty przypadek. Wykorzystując silniejszą pozycję, zwleka z zapłatą należności. W końcu płaci, oczywiście bez jakichkolwiek odsetek i w ten dość prosty sposób darmowo kredytuje się kosztem partnerów;

3) kontrahent nie płaci i płacić nie zamierza – w tej grupie mieści się dość liczna kategoria „przedsiębiorców”, których „model biznesowy” opiera się o korzystanie z usług i niepłacenie za nie.

W przypadku pierwszej grupy wszystko zależy od tego, jak głębokie są problemy takiego kontrahenta.

Jeśli problemy są do przezwyciężenia, często możliwe jest dogadanie się, wydłużenie terminów płatności. Ogólnie rzecz biorąc jest to rozwiązanie najczęściej tańsze (szczególnie w przypadku niewielkich kwot), niż występowanie do sądu, z reguły też szybciej przynosi efekty.

Niemniej przez cały czas warto pamiętać o rozwiązaniach prawnych. Jeśli kontrahent w kłopotach zgodzi się na uznanie długu lub wystawienie weksla może to stanowić pewne potwierdzenie tego, że prowadzi negocjacje w dobrej wierze. Z kolei, gdy próby ugodowego odzyskania należności zawiodą, albo okaże się, że partner jednak nie do końca jest uczciwy, należy rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Wniesienie pozwu po pierwsze pokazuje determinację w odzyskaniu należności i może skłonić przynajmniej niektórych dłużników do „znalezienia” kwot potrzebnych do zapłaty  zobowiązania. Nie ma tu reguły, wiele zależy od konkretnego dłużnika, niemniej takie sytuacje się zdarzają.

Jeśli dłużnik nie zapłaci dobrowolnie, uzyskanie wyroku otwiera drogę do przymusowego wyegzekwowania należności. O ile oczywiście dłużnik ma majątek, z którego można taką egzekucję prowadzić.

I tu dochodzimy do szczególnej grupy kontrahentów w kłopotach – kontrahentów mających na tyle poważne problemy, że niemożliwe jest nawet przymusowe wyegzekwowanie zaległości. W takiej sytuacji trzeba rozważyć, czy najlepszym rozwiązaniem może być po prostu pogodzenie się ze stratami. Postępowanie sądowe wymaga ponoszenia kosztów – nie tylko finansowych, ale też przede wszystkim czasu.

Druga grupa to trochę ciekawszy przypadek. Zalicza się do niej spora kategoria podmiotów, które z różnych powodów opóźniają się z płatnościami, chociaż ostatecznie regulują swoje zobowiązania. Może to być efektem albo rzeczywistych problemów finansów, albo określonej polityki kredytowania się kosztem partnerów biznesowych. W grupie tej znajdują się najróżniejsi przedsiębiorcy – począwszy od zupełnie drobnych, skończywszy na liderach rynku.

Jak z nimi postępować? Tu wiele zależy od naszej konkretnej sytuacji. Można z nimi walczyć, rezygnować z takiego klienta, można domagać się od niego odsetek. W praktyce często najlepiej po prostu wliczyć opóźnienia do kosztów współpracy i realizować zlecenia, godząc się z opóźnionymi płatnościami. To już kwestia własnego wyboru – jeśli mamy do wyboru kontrahenta płacącego szybko, albo opóźniającego się, wybór jest jasny. Z drugiej strony w świecie, w którym każdy nowy partner może się okazać niewypłacalny, kontrahent, który płaci z opóźnieniem, ale jednak płaci, ma swoją wartość.

Postępowanie z tą grupą należy jednak raczej do sfery decyzji biznesowych. Podejmowanie względem nich jakichkolwiek kroków prawnych – biorąc pod uwagę koszty takich działań – najczęściej mija się z celem.

Trzecia grupa jest najciekawsza i najbardziej problematyczna. Jej przedstawiciele kierują się najrozmaitszymi pobudkami.

Po pierwsze są to „przedsiębiorcy”, dla których niepłacenie jest normalnym sposobem działania. Podejmują oni jakieś przedsięwzięcie (może to być np. wydawanie jakiegoś periodyku, prowadzenie portalu internetowego), możliwie dużo prac zlecają podwykonawcom, bardzo drobnym przedsiębiorcom lub wolnym strzelcom – przygotowanie zdjęć, grafik, napisanie tekstów, prace informatyczne. Już na etapie zlecenia prac, nie mają najmniejszego zamiaru płacić. Ich „działalność” opiera się na dwóch podstawowych filarach – po pierwsze na tym, że wartość umów jest relatywnie niewielka (w zależności od skali działalności pojedyncza umowa to najczęściej kilkaset, w większych przypadkach kilka tysięcy złotych), po drugie, na niskiej świadomości prawnej oszukiwanych kontrahentów.

Połączenie tych dwóch czynników powoduje, że oszukani kontrahenci najczęściej nie podejmują efektywnie prób odzyskania wierzytelności. Przekonani o nieefektywności, kosztowności i długotrwałości procedur sądowych rezygnują z występowania na drogę sądową.

Najczęściej to jest właśnie cel działania tego typu „przedsiębiorców”. Wobec podwykonawców usiłujących dowiedzieć się kiedy uzyskają wynagrodzenie, taki nierzetelny kontrahent stosuje metodę uników – najpierw zwodzi, potem ignoruje, przestając odbierać telefony, czy odpowiadać na maile.

Tymczasem nieraz odzyskanie należności od tego typu dłużników wcale nie jest trudne. W ich modelu działalności kryje się założenie, że oszukani nie pójdą do sądu i faktycznie większość tego nie robi. Natomiast jeśli już ktoś z podwykonawców takiego „biznesmena” uzyskuje wyrok, okazuje się, że ten często płaci, nawet bez konieczności wszczynania egzekucji.

W ramach trzeciej grupy można też wyróżnić kontrahentów, którzy nie chcą dla zasady zapłacić konkretnego długu, chociaż co do zasady regulują zobowiązania i nie budują swojej pozycji na oszustwie. Ich działanie może wynikać z rozmaitych pobudek – najczęściej jest to niezadowolenie z wykonanej usługi lub przebiegu współpracy. Zawsze należy się liczyć z tym, że klient nie przyjmie wykonanej usługi – np. uzna że przedstawione fotografie czy grafiki nie spełniają jego oczekiwań.

W takiej sytuacji najwięcej zależy od dwóch kwestii:

– konstrukcji umowy – to umowa powinna precyzować procedurę odbioru dzieła, zgłaszania uwag do jego wykonania, możliwości odstąpienia od umowy;

– słuszności zgłoszonych zarzutów – czy mają one charakter rzeczywisty, czy też stanowią jedynie pretekst do wycofania się z umowy.

W przypadku tego typu dłużnika należy koniecznie wziąć pod uwagę te dwa zagadnienia, przed podjęciem decyzji o wystąpieniu na drogę sądową lub też rezygnację z niej.

Oczywiście to wszystko pewne typy idealne – takie, z którymi najczęściej było mi dane zetknąć się w praktyce. Poza nimi jest jeszcze bardzo wielu niepłacących dłużników, którzy nie mieszczą się w żadnej z tych grup.

Typy niepłacących dłużników różnią się też w zależności od tego, z jak dużymi kwotami mamy do czynienia. Kategorie, które opisałem wyżej odnoszą się do typowych kontrahentów, z którymi styka się drobny przedsiębiorca lub wolny strzelec – zalegających z (relatywnie) niewielkimi kwotami, kilkuset, czasem kilku tysięcy, rzadziej kilkunastu tysięcy złotych. Przy większych umowach nierzetelny dłużnik nie może liczyć, że jego zaległości zostaną puszczone tak łatwo w niepamięć. Jednak co do zasady na nieuczciwego lub znajdującego się w kłopotach partnera biznesowego można trafić niezależnie od tego, jak znaczącą umowę się podpisuje.

Post Navigation