Fotografia – reklama – prawo

Just another WordPress.com site

Archive for the month “Maj, 2012”

Zasady współpracy (1)

Zdolności i pracowitość to cechy niezbędne, aby stać się dobrym w jakiekolwiek dziedzinie. Jednak, niezależnie od tego, jak się jest dobrym w swojej dziedzinie, aby niej zarabiać, należy znaleźć osoby, które będą gotowe zapłacić za efekty pracy .

Taką osobą może być pracodawca, mogą to być też klienci. Generalnie są dwie modelowe skrajności – umowa o pracę, dająca pewne gwarancje bezpieczeństwa ekonomicznego i działalność gospodarcza, która stwarza potencjalnie możliwości osiągnięcia o wiele większego zysku, ale jest za to obarczona niepomiernie większym ryzykiem.

Najczęściej wybór „formy zarobkowania” jest zależny od czynników zewnętrznych – w niektórych gałęziach gospodarki umowa o pracę jest podstawową formą zatrudnienia, w innych dominują umowy cywilnoprawne lub samozatrudnienie, wreszcie są też branże, w których większość osób wykonuje faktyczną działalność gospodarczą lub działa jako wolni strzelcy.

Jak to wygląda od strony prawnej?

Istnieją trzy podstawowe modele świadczenia usług:

1) umowa o pracę;

2) działalność wykonywana osobiście na podstawie umów cywilnoprawnych (głównie umowa o dzieło, oraz umowa zlecenia i umowy o świadczenie usług);

3) działalność wykonywana na podstawie umów cywilnoprawnych w ramach działalności gospodarczej (ewentualnie spółek). Szczególną formą działalności gospodarczej jest tzw. samozatrudnienie.

1) Umowa o pracę – teoretycznie podstawowa forma zatrudnienia. W realiach ostatnich lat dość często zastępowana innymi umowami. Bez wątpienia daje pracownikowi najszersze gwarancje i uprawnienia (jeśli chodzi o trwałość umowy, a także prawa socjalne), spośród wszelkiego rodzaju umów na podstawie których można świadczyć pracę lub usługi. Równocześnie jest też umową najbardziej kosztowną dla zatrudniającego.

Na czym polega umowa o pracę? Kodeks pracy ujmuje obowiązki pracownika w trzech zasadniczych punktach:

– wykonywanie pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy;

– wykonywanie pracy pod kierownictwem pracodawcy;

– wykonywanie pracy w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę.

Pracodawca z kolei zobowiązuje się do płacenia pracownikowi wynagrodzenia.

Zalety umowy o pracę

Umowa o pracę posiada niezaprzeczalne zalety – przede wszystkim w zakresie swojej trwałości, uprawnień socjalnych. Jest też traktowana w wielu przypadkach w sposób uprzywilejowany w stosunku do umów cywilnoprawnych (jak chociażby przy obliczaniu zdolności kredytowej). Umowa o pracę ma też zaletę praktyczną w porównaniu z działalnością na własny rachunek – główne ryzyko gospodarcze spoczywa na pracodawcy, pracownik nie musi się przejmować np. brakiem zleceń (oczywiście do pewnego stopnia, ponieważ gdy pracodawca nie będzie miał klientów, nie będzie raczej bez końca utrzymywał niepotrzebnego pracownika).

Wady umowy o pracę

Warto jednak pamiętać, że w przypadku tzw. wolnych zawodów (a więc także wszelkich zawodów twórczych) umowa o pracę posiada kilka znaczących wad:

podporządkowanie pracodawcy – umowa o pracę z samej swojej istoty ogranicza swobodę pracownika w porównaniu z osobą działającą na własny rachunek. Pracownik jest też zobowiązany do wykonywania swoich zadań w określonym miejscu i czasie. Wolny strzelec może zdobywać wiele nowych zleceń, a jego możliwości zarobku są potencjalnie nieograniczone (choć równocześnie niepewne);

– umowa o pracę nie wyklucza świadczenia usług na rzecz innych podmiotów (przykładowo fotograf zatrudniony na etacie może wykonywać dodatkowe zlecenia) – jednak w praktyce dodatkowe zlecenia nie mogą kolidować z obowiązkami pracowniczymi. Podobnie działalność konkurencyjna może stanowić naruszenie obowiązków pracownika.

Prawa autorskie

Należy też pamiętać, że pracodawca co do zasady nabywa prawa autorskie do utworów wytworzonych przez pracownika w toku świadczenia pracy, w granicach wynikających z celu umowy oraz zgodnego zamiaru stron. Strony w umowie mogą zmodyfikować tę zasadę. Jeśli jednak umowa milczy na ten temat – autorskie prawa majątkowe do utworów (zdjęć, grafik, tekstów) stworzonych w ramach stosunku pracy przechodzą na pracodawcę, nawet mimo tego że w umowie nie zostały określone pola eksploatacji i brak jest w niej wyraźnej klauzuli przeniesienia praw.

W przypadku programów komputerowych obowiązuje jeszcze dalej idąca zasada, zgodnie z którą, pracodawca nabywa prawa majątkowe do programu komputerowego stworzonego przez pracownika w wyniku wykonywania pracy. Reguła ta znajduje zastosowanie, o ile strony nie postanowiły inaczej w umowie.

Oczywiście wszystkie te rozważania dotyczą osób, które mają luksus wyboru – umowa o pracę, ze wszystkimi jej wadami i zaletami lub działalność wolnego strzelca żyjącego ze zleceń dla różnych podmiotów.

Bardzo często takiego wyboru nie ma – ale to już zupełnie inna historia.

Reklamy

Jak napisać umowę?

To jedno z tych pytań na które nie ma dobrej, krótkiej i jednoznacznej odpowiedzi. Jest jednak kilka kluczowych kwestii, o których warto pamiętać:

1) Dokładność

Umowa dokładna, to umowa przewidywalna. Każda kwestia, która nie zostanie dookreślona, może się obrócić przeciw tobie, zwłaszcza jeśli kontrahent jest stroną silniejszą. Wszystkie istotne elementy umowy powinny zostać opisane jednoznacznie i wyraźnie – zasady i terminy realizacji umowy, procedura zgłaszania zastrzeżeń, terminy odbioru, płatność wynagrodzenia.

2) Zasada ograniczonego zaufania

Wszystkie ustalenia między stronami powinny być potwierdzone na piśmie. Ustne porozumienie typu „Nie wpisujemy w umowie dokładnego terminu realizacji, ale mnie się nie spieszy, zdjęcia mogą być spokojnie za trzy miesiące” – jest najprostszą drogą do kłopotów, jeśli klient nagle zmieni zdanie.

Dopóki wszystko idzie dobrze, klient jest twoim najlepszym przyjacielem, ale w jednej chwili może zamienić się w najgorszego wroga – dlatego ograniczone zaufanie powinno być podstawą każdej współpracy.

3) Prawda

Umowa to nie tylko zobowiązania, ale także oświadczenia.

Przykładowo oświadczenie, że jest się twórcą utworu (np. grafiki), która ma zostać wykorzystana przy realizacji umowy.

Jeśli złożysz takie oświadczenie, a zamierzasz wykorzystać utwory stworzone przez inne osoby (nawet za ich zgodą), może to rodzić rozmaite zagrożenia przy realizacji umowy (związane chociażby z autorskimi prawami osobistymi, możliwością przeniesienia praw autorskich) i może doprowadzić do upadku umowy, a nawet do odpowiedzialności odszkodowawczej ze strony osoby, która złożyła nieprawdziwe oświadczenia.

4) Specyfika przedmiotu umowy

To dość oczywiste założenie, niestety w praktyce osoby podpisujące umowy często o nim zapominają.

Przy wykonaniu np. grafiki, zdjęcia, czy katalogu, kryteria oceny takiego dzieła przez klienta są siłą rzeczy nieostre.

Co to oznacza? Konieczność bardzo dokładnego opisania takich kwestii jak odbiór dzieła, oraz możliwość zgłaszania poprawek. W przypadku gdy ten element umowy zostanie nieprawidłowo skonstruowany, może pojawić się ryzyko wielokrotnego poprawiania tych samych grafik, albo tego, że klient wycofa się z umowy, kiedy cała praca będzie już wykonana.

Koszty sądowe

Decyzja o pozwaniu nierzetelnego klienta zawsze jest trudna, tym trudniejsza, jeśli nie posiada się wiedzy i doświadczenia. Każda sprawa jest inna – niektóre są bardzo łatwe, inne trudne (czasem na własne życzenie powoda), jedne mają szansę zakończyć się po kilku tygodniach, inne będą ciągnąć się latami.

Jednak jeden element jest stały i możliwy do przewidzenia – są to opłaty sądowe. Opłatę należy uiścić przy wnoszeniu pozwu (a także innych pism w postępowaniu cywilnym).

A zatem należy odpowiedzieć na pytanie – ile to wszystko kosztuje?

W ogromnej większości spraw opłata jest uzależniona od wartości przedmiotu sporu – w przypadku spraw o zapłatę, jest to wysokość dochodzonej kwoty.

Opłata stosunkowa wynosi 5% wartości przedmiotu sporu, ale nie mniej niż 30 i nie więcej niż 100.000 złotych.

W praktyce duża liczba spraw jest rozpoznawanych w postępowaniu uproszczonym. Dotyczy to spraw, w których roszczenie wynika z umowy – warto pamiętać, że umową jest nie tylko pisemny dokument.

W postępowaniu uproszczonym obowiązują opłaty stałe, zależne od wartości przedmiotu sporu:

a)      do 2.000 zł – opłata wynosi 30 zł;

b)      ponad 2.000 do 5.000  – opłata wynosi 100 zł;

c)      ponad 5.000 do 7.500 zł – opłata wynosi 250 zł;

d)      ponad 7.500 zł – opłata wynosi 300 zł.

Są to więc najczęściej opłaty trochę korzystniejsze, niż wynikające z zasad ogólnych.

Bardziej szczegółowo na temat opłat sądowych w różnych rodzaj spraw pisałem w tym wpisie.

Naruszenie praw autorskich

Ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych przewiduje opłatę w wysokości 600 złotych w sprawie naruszenie niemajątkowych praw autorskich. Opłata taka będzie wnoszona przede wszystkim w sprawach o naruszenie autorskich dóbr osobistych. Większość typowych spraw o zapłatę np. za wykonane zdjęcia lub grafiki nie jest sprawami o ochronę praw autorskich, tylko o wykonanie umowy i opłata sądowa od pozwu jest ustalana jedynie w zależności od kwoty żądania.

Przykład 1

Fotograf odkrywa, że jego zdjęcia zostały wykorzystane (bez jego wiedzy) na stronie internetowej. Jeśli administrator (właściciel) tej strony nie usunie fotografii dobrowolnie, fotograf będzie mógł wystąpić przeciw niemu z roszczeniem o usunięcie fotografii i zapłatę odszkodowania – pozew w takiej sprawie będzie podlegał opłacie w wysokości 600 złotych (roszczenie niemajątkowe – żądanie usunięcia fotografii) + 5% żądanego odszkodowania.

Przykład 2

W opisanej wyżej sytuacji fotograf wykonał fotografię na zamówienie osoby, która umieściła je (zgodnie z umową) na swojej stronie internetowej, nie zapłaciła jednak wynagrodzenia. W takiej sytuacji, fotograf dochodząc od zleceniodawcy wynagrodzenia wniesie pozew podlegający opłacie w wysokości 5% żądanej kwoty (jeśli wynagrodzenie przekracza kwotę 10 tysięcy złotych) lub też opłacie należnej w sprawach uproszczonych (jeśli wynagrodzenie jest niższe).

Przykład 3

Zamawiający umieścił na stronie internetowej grafiki, stworzone na zamówienie, zgodnie z postanowieniami umowy. Grafik otrzymał wynagrodzenie, jednak – wbrew postanowieniom umowy – utwory umieszczone na stronie nie zostały w żaden sposób oznaczone jego nazwiskiem. Tym samym doszło do naruszenia autorskich praw osobistych twórcy. Grafik może w takiej sytuacji skierować przeciw zamawiającemu pozew o zaniechanie naruszeń (czyli oznaczenie utworów jego nazwiskiem). Pozew taki będzie podlegać opłacie w wysokości 600 złotych.

Gdyby grafik chciał równocześnie domagać się od zamawiającego odpowiedniego zadośćuczynienia, pozew będzie podlegał dodatkowej opłacie wynoszącej 5% żądanego zadośćuczynienia.

Zwolnienie od kosztów sądowych

Każda osoba biorąca udział w postępowaniu sądowym ma prawo ubiegać się o zwolnienie od kosztów sądowych. Po więcej informacji na temat zwolnienia od kosztów zapraszam do mojego blogu „Poradnik sądowy przedsiębiorcy”.

Zwrot kosztów przeciwnikowi

Należy też pamiętać, że przegranie sprawy sądowej prowadzi do konieczności zwrotu kosztów sądowych przeciwnikowi. Po więcej informacji na temat zwrotu kosztów przeciwnikowi zapraszam do mojego blogu „Poradnik sądowy przedsiębiorcy”.

Nierzetelny kontrahent – co można zrobić?

Jak napisałem w poprzednim wpisie nierzetelni dłużnicy często liczą na to, że wierzyciele nie zdecydują się na skorzystanie z drogi sądowej i faktycznie w wielu przypadkach to przekonanie okazuje się zasadne. W efekcie dużą część kosztów nierzetelnego postępowania dłużnika ponoszą kontrahenci, na których żeruje.

Powody takiego postępowania ze strony oszukanych partnerów są wielorakie, ale w praktyce sprowadzają się do czterech głównych:

1) Brak wiedzy na temat tego, w jaki sposób egzekwować swoje prawa.

2) Przekonanie o zbytniej długotrwałości postępowania sądowego – które przekłada się na nieopłacalność dochodzenia swoich roszczeń.

3) Przekonanie o zbyt wysokich kosztach postępowania sądowego.

4) Przekonanie, że zasądzonej kwoty i tak nie uda się wyegzekwować.

1) Brak wiedzy na temat możliwości ochrony swoich praw jest nieodłącznym elementem niskiej świadomości prawnej.

Nawet osoby prowadzące działalność gospodarczą nie zawsze mają świadomość tego, w jaki sposób mogą chronić swoje prawa. Brak wiedzy przekłada się też na popełniane błędy – jak choćby brak pisemnego potwierdzenia warunków zawartej umowy.

Niestety, chociaż mało kto lubi zajmować się zagadnieniami prawniczymi, a jeszcze mniej osób przepada za kontaktami z sądami i urzędami – czasem po prostu nie ma wyboru. Podejmując działalność na własny rachunek (niezależnie od tego w jakiej formie), należy się liczyć z tym, że zajmowanie się sprawami administracyjnymi, podatkami, czy wreszcie sporami sądowymi może pochłaniać nie mniej energii niż poszukiwanie klientów, czy świadczenie na ich rzecz usług. To element rzeczywistości, z którym trzeba się po prostu pogodzić.

Jak? To już zależy oczywiście od charakteru i znaczenia tych spraw. Niektóre są proste i można dać sobie z nimi radę samemu (pewne porady, jak to czynić, postaram się przekazać w tym blogu, inne można znaleźć tutaj). Jest też sporo spraw trudnych, w których pomoc specjalisty jest przydatna lub wręcz nieodzowna – w takich przypadkach trzeba ocenić, czy dana sprawa jest warta kosztów takiej usługi.

Warto jednak pamiętać o jednym – jeśli mamy poczucie, że w danej sprawie potrzebujemy pomocy specjalisty, należy udać się do niego jak najwcześniej. Wiele spraw sądowych jest przegrywanych na długo przed tym, nim zostanie złożony pozew – ponieważ popełnione błędy okazują się niemożliwe do naprawienia.

2) Długotrwałość postępowania sądowego – prawda czy mit.

Z jednej strony jest to prawda, bo faktycznie – zwłaszcza w realiach dużych miast – postępowania trwają dość długo. Nie jest niczym niezwykłym, że przerwa między kolejnymi rozprawami wynosi pół roku, czy nawet o wiele dłużej. Sprawa trwająca dwa-trzy lata w pierwszej instancji (gdy do przesłuchania jest co najmniej kilku świadków, a w sprawie sporządzana jest opinia biegłego) nie jest szczególnie rzadkim zjawiskiem.

Nie ulega wątpliwości, że droga sądowa nie jest drogą bardzo szybką. Jeśli klient ci nie zapłaci, przez co nie masz na pokrycie własnych rachunków – ZUS-u, czynszu za lokal i innych – wystąpienie do sądu nie rozwiąże tego problemu. Należności spłyną w najlepszym razie dopiero za kilka miesięcy, realnie – nie wcześniej niż za rok.

Z drugiej strony nie jest też tak, że każda sprawa wymaga przesłuchania świadków, czy przeprowadzania dowodu z opinii biegłego. Znakomita większość prostych, niewielkich spraw o zapłatę ma wszelkie szanse zakończyć się na nakazie zapłaty, ewentualnie jednym terminie rozprawy.

Zresztą, nawet przyjmując, że środki od nierzetelnego dłużnika trafią na konto wierzyciela po roku-półtora, nie jest to powodem, aby rezygnować. Rezygnacja z dochodzenia swoich praw tylko dlatego, że sprawa może długo potrwać nie jest do końca racjonalna. Zwłaszcza w przypadku prostych spraw, które po wniesieniu pozwu nie wymagają znaczącego zaangażowania powoda, a „tryby sprawiedliwości” raz wprawione w ruch obracają się same (nawet jeśli czynią to niespiesznie).

Skoro usługa została wykonana, należy się za nią wynagrodzenie i z tego, że uzyskanie zapłaty może się okazać czasochłonne, nie można wyciągać wniosku, że jest niemożliwe, albo nieopłacalne.

3) Koszty sądowe – wysokie, czy niskie?

Czy postępowanie sądowe w Polsce jest drogie? Jedni uważają, że koszty sądowe są wysokie, inni, że za niskie, jeszcze inni, że jest w sam raz.

Oczywiście z punktu widzenia osoby, która zamierza wystąpić do sądu o ochronę swoich praw, składając – przykładowo – pozew o zapłatę, takie rozważania teoretyczne są pozbawione znaczenia. Z punktu widzenia osoby, która stara się odzyskać od nierzetelnego dłużnika pieniądze za wykonaną usługę, każda opłata sądowa może wydawać się za wysoka.

Oczywiście w razie sukcesu, przeciwnik zostanie zobowiązany do zwrotu zapłaconych opłat sądowych, jednak z punktu widzenia powoda sytuacja jest prosta – koszty sądowe trzeba ponieść na długo przed tym, nim uda się odzyskać jakiekolwiek kwoty. Gdy przeciwnik okaże się niewypłacalny – kwoty poniesione na opłacenie kosztów sądowych są de facto tracone.

Szczegółowej wysokości kosztów sądowych, oraz temu, jak można uniknąć ich ponoszenia, poświęcę jeden z kolejnych wpisów. W praktyce w większości spraw opłata sądowa wynosi 5% wartości przedmiotu sporu (np. żądanej kwoty). Co więcej bardzo duża część spraw jest rozpoznawana w postępowaniu uproszczonym – dotyczy to sporów wynikających z umowy, w których wartość przedmiotu sporu jest niższa od 10 tys. złotych. W takich sprawach opłata jest opłatą stałą i wynosi od 30 do 300 złotych (w praktyce w większości przypadków opłata ta jest mniejsza niż 5%).

Czy opłaca się ponosić te koszty? To zależy od konkretnej sytuacji – tego, czy dłużnik jest wypłacalny, czy jesteśmy w stanie jednoznacznie wykazać istnienie i wysokość swojego roszczenia.

4) Skuteczność egzekucji

Dość powszechne jest przekonanie o dłużnikach ukrywających majątek. Innym problemem jest sytuacja, w której dłużnik ma tak wielu wierzycieli, że odzyskanie należności staje się niemożliwe.

Jak to wygląda w praktyce?

Ukrywanie majątku – w zależności od tego, kim jest dłużnik, może przybierać rozmaite formy – od rezygnacji z legalnego zatrudnienia (i przejścia do pobierania wynagrodzenia „na czarno”), po przysłowiowe „przepisywanie” domów i samochodów na rodzinę.

Postępują tak zarówno dłużnicy alimentacyjni, jak i oszuści gospodarczy. Powszechność tego zjawiska bywa jednak przeszacowywana – większość uczestników obrotu, zwłaszcza przedsiębiorców, jakiś majątek i przychody posiada i wyegzekwowanie od nich należności (przynajmniej przy rozsądnie działającym komorniku) jest jak najbardziej możliwe.

Dłużnik niewypłacalny – to przypadek, który się zdarza. Nie sposób go uniknąć, nawet jeśli dokładnie sprawdza się sytuację kontrahentów (a przy umowach o małej wartości realne możliwości sprawdzenia kontrahenta są znikome). Prowadzi to do sytuacji, takich jak ta, w której wierzyciel, zadowolony, że udało mu się uzyskać nakaz zapłaty na trzy tysiące złotych, udaje się z tym nakazem do komornika, jedynie po to, aby się dowiedzieć, że wobec dłużnika prowadzone są bezskuteczne egzekucje na setki tysięcy złotych, a szanse zaspokojenia jakiejkolwiek wierzytelności są znikome.

Podobnie, jak w poprzednim przypadku – takie sytuacje się zdarzają i trzeba się z nimi liczyć, ale większość dłużników dysponuje majątkiem oraz przychodami i wyegzekwowanie – zwłaszcza niewielkich – wierzytelności jest jak najbardziej realne.

Podsumowując – w znakomitej większości przypadków, o ile wierzyciel nie popełnił bardzo dużych błędów, uzyskanie zapłaty za wykonaną usługę jest w pełni możliwe, nawet jeśli okaże się czasochłonne. I za każdym razem trzeba się zastanowić, czy warto się poddawać, czy też raczej lepiej spróbować walczyć o swoje racje – bo w końcu odzyskanie swoich pieniędzy po dwóch latach jest lepsze, niż całkowita z nich rezygnacja.

Nierzetelny kontrahent

Udało się odnieść pierwszy sukces. Znalazłeś klienta, udało się ustalić dobre dla obu stron warunki, umowa została zawarta. Mija nieco czasu – rzetelnie i starannie wykonujesz zdjęcia, grafikę, czy projekt portalu internetowego. Przekazujesz wykonane dzieło zleceniodawcy, jednak kiedy przychodzi do określonego w umowie lub fakturze terminu zapłaty środków na koncie nie ma.

Nic niezwykłego – takie rzeczy się zdarzają. Kiedy jednak mija kilka dni, próbujesz skontaktować się ze zleceniodawcą. Reakcje mogą być różne – telefon milczy, sekretarka obiecuje, że szef oddzwoni (czego ten nie czyni), ewentualnie pojawiają się zapewnienia, że przelew „już wyszedł”. Mijają kolejne dni i tygodnie, a zapłaty jak nie było, tak nie ma.

Problem opóźnień w płatnościach i ich braku jest stary jak świat i styka się z nim praktycznie każdy przedsiębiorca, czy szerzej każda osoba świadcząca usługi – niezależnie od tego, w jakiej skali działa.

Powody mogą być rozliczne:

1) kontrahent faktycznie ma problemy z płynnością – zarówno zawinione, jak i niezależne od niego, może być w dokładnie takiej samej sytuacji – nie jest w stanie zapłacić, bo jemu nie zapłacili jego klienci;

2) kontrahent stara się zyskać na czasie – to dość częsty przypadek. Wykorzystując silniejszą pozycję, zwleka z zapłatą należności. W końcu płaci, oczywiście bez jakichkolwiek odsetek i w ten dość prosty sposób darmowo kredytuje się kosztem partnerów;

3) kontrahent nie płaci i płacić nie zamierza – w tej grupie mieści się dość liczna kategoria „przedsiębiorców”, których „model biznesowy” opiera się o korzystanie z usług i niepłacenie za nie.

W przypadku pierwszej grupy wszystko zależy od tego, jak głębokie są problemy takiego kontrahenta.

Jeśli problemy są do przezwyciężenia, często możliwe jest dogadanie się, wydłużenie terminów płatności. Ogólnie rzecz biorąc jest to rozwiązanie najczęściej tańsze (szczególnie w przypadku niewielkich kwot), niż występowanie do sądu, z reguły też szybciej przynosi efekty.

Niemniej przez cały czas warto pamiętać o rozwiązaniach prawnych. Jeśli kontrahent w kłopotach zgodzi się na uznanie długu lub wystawienie weksla może to stanowić pewne potwierdzenie tego, że prowadzi negocjacje w dobrej wierze. Z kolei, gdy próby ugodowego odzyskania należności zawiodą, albo okaże się, że partner jednak nie do końca jest uczciwy, należy rozważyć wystąpienie na drogę sądową. Wniesienie pozwu po pierwsze pokazuje determinację w odzyskaniu należności i może skłonić przynajmniej niektórych dłużników do „znalezienia” kwot potrzebnych do zapłaty  zobowiązania. Nie ma tu reguły, wiele zależy od konkretnego dłużnika, niemniej takie sytuacje się zdarzają.

Jeśli dłużnik nie zapłaci dobrowolnie, uzyskanie wyroku otwiera drogę do przymusowego wyegzekwowania należności. O ile oczywiście dłużnik ma majątek, z którego można taką egzekucję prowadzić.

I tu dochodzimy do szczególnej grupy kontrahentów w kłopotach – kontrahentów mających na tyle poważne problemy, że niemożliwe jest nawet przymusowe wyegzekwowanie zaległości. W takiej sytuacji trzeba rozważyć, czy najlepszym rozwiązaniem może być po prostu pogodzenie się ze stratami. Postępowanie sądowe wymaga ponoszenia kosztów – nie tylko finansowych, ale też przede wszystkim czasu.

Druga grupa to trochę ciekawszy przypadek. Zalicza się do niej spora kategoria podmiotów, które z różnych powodów opóźniają się z płatnościami, chociaż ostatecznie regulują swoje zobowiązania. Może to być efektem albo rzeczywistych problemów finansów, albo określonej polityki kredytowania się kosztem partnerów biznesowych. W grupie tej znajdują się najróżniejsi przedsiębiorcy – począwszy od zupełnie drobnych, skończywszy na liderach rynku.

Jak z nimi postępować? Tu wiele zależy od naszej konkretnej sytuacji. Można z nimi walczyć, rezygnować z takiego klienta, można domagać się od niego odsetek. W praktyce często najlepiej po prostu wliczyć opóźnienia do kosztów współpracy i realizować zlecenia, godząc się z opóźnionymi płatnościami. To już kwestia własnego wyboru – jeśli mamy do wyboru kontrahenta płacącego szybko, albo opóźniającego się, wybór jest jasny. Z drugiej strony w świecie, w którym każdy nowy partner może się okazać niewypłacalny, kontrahent, który płaci z opóźnieniem, ale jednak płaci, ma swoją wartość.

Postępowanie z tą grupą należy jednak raczej do sfery decyzji biznesowych. Podejmowanie względem nich jakichkolwiek kroków prawnych – biorąc pod uwagę koszty takich działań – najczęściej mija się z celem.

Trzecia grupa jest najciekawsza i najbardziej problematyczna. Jej przedstawiciele kierują się najrozmaitszymi pobudkami.

Po pierwsze są to „przedsiębiorcy”, dla których niepłacenie jest normalnym sposobem działania. Podejmują oni jakieś przedsięwzięcie (może to być np. wydawanie jakiegoś periodyku, prowadzenie portalu internetowego), możliwie dużo prac zlecają podwykonawcom, bardzo drobnym przedsiębiorcom lub wolnym strzelcom – przygotowanie zdjęć, grafik, napisanie tekstów, prace informatyczne. Już na etapie zlecenia prac, nie mają najmniejszego zamiaru płacić. Ich „działalność” opiera się na dwóch podstawowych filarach – po pierwsze na tym, że wartość umów jest relatywnie niewielka (w zależności od skali działalności pojedyncza umowa to najczęściej kilkaset, w większych przypadkach kilka tysięcy złotych), po drugie, na niskiej świadomości prawnej oszukiwanych kontrahentów.

Połączenie tych dwóch czynników powoduje, że oszukani kontrahenci najczęściej nie podejmują efektywnie prób odzyskania wierzytelności. Przekonani o nieefektywności, kosztowności i długotrwałości procedur sądowych rezygnują z występowania na drogę sądową.

Najczęściej to jest właśnie cel działania tego typu „przedsiębiorców”. Wobec podwykonawców usiłujących dowiedzieć się kiedy uzyskają wynagrodzenie, taki nierzetelny kontrahent stosuje metodę uników – najpierw zwodzi, potem ignoruje, przestając odbierać telefony, czy odpowiadać na maile.

Tymczasem nieraz odzyskanie należności od tego typu dłużników wcale nie jest trudne. W ich modelu działalności kryje się założenie, że oszukani nie pójdą do sądu i faktycznie większość tego nie robi. Natomiast jeśli już ktoś z podwykonawców takiego „biznesmena” uzyskuje wyrok, okazuje się, że ten często płaci, nawet bez konieczności wszczynania egzekucji.

W ramach trzeciej grupy można też wyróżnić kontrahentów, którzy nie chcą dla zasady zapłacić konkretnego długu, chociaż co do zasady regulują zobowiązania i nie budują swojej pozycji na oszustwie. Ich działanie może wynikać z rozmaitych pobudek – najczęściej jest to niezadowolenie z wykonanej usługi lub przebiegu współpracy. Zawsze należy się liczyć z tym, że klient nie przyjmie wykonanej usługi – np. uzna że przedstawione fotografie czy grafiki nie spełniają jego oczekiwań.

W takiej sytuacji najwięcej zależy od dwóch kwestii:

– konstrukcji umowy – to umowa powinna precyzować procedurę odbioru dzieła, zgłaszania uwag do jego wykonania, możliwości odstąpienia od umowy;

– słuszności zgłoszonych zarzutów – czy mają one charakter rzeczywisty, czy też stanowią jedynie pretekst do wycofania się z umowy.

W przypadku tego typu dłużnika należy koniecznie wziąć pod uwagę te dwa zagadnienia, przed podjęciem decyzji o wystąpieniu na drogę sądową lub też rezygnację z niej.

Oczywiście to wszystko pewne typy idealne – takie, z którymi najczęściej było mi dane zetknąć się w praktyce. Poza nimi jest jeszcze bardzo wielu niepłacących dłużników, którzy nie mieszczą się w żadnej z tych grup.

Typy niepłacących dłużników różnią się też w zależności od tego, z jak dużymi kwotami mamy do czynienia. Kategorie, które opisałem wyżej odnoszą się do typowych kontrahentów, z którymi styka się drobny przedsiębiorca lub wolny strzelec – zalegających z (relatywnie) niewielkimi kwotami, kilkuset, czasem kilku tysięcy, rzadziej kilkunastu tysięcy złotych. Przy większych umowach nierzetelny dłużnik nie może liczyć, że jego zaległości zostaną puszczone tak łatwo w niepamięć. Jednak co do zasady na nieuczciwego lub znajdującego się w kłopotach partnera biznesowego można trafić niezależnie od tego, jak znaczącą umowę się podpisuje.

Umowa

Jednym z pierwszych problemów prawnych, z jakimi styka się osoba podejmująca jakąkolwiek działalność, zaraz po znalezieniu klienta lub kontrahenta, jest zawarcie z nim umowy.

Umowa definiuje stosunek zobowiązaniowy między kontrahentami, określa ich wzajemne prawa i obowiązki. W praktyce w znakomitej większości spraw, dokładna treść umowy nie ma większego znaczenia. Jedna strona wykonuje usługę, druga jej płaci – i na tym sprawa się kończy. Umowa nabiera znaczenia dopiero wówczas, gdy zaczynają się kłopoty. Kontrahent nie chce płacić, albo twierdzi, że usługa została wykonana w nieprawidłowy sposób. I wtedy okazuje się, że pozornie niewiele znaczące sformułowanie może przesądzić o tym, czy uzyskamy należne nam wynagrodzenie, a drobne ustalenie poczynione na etapie negocjacji zobowiązuje nas do wykonania dodatkowych usług, których nie uwzględniliśmy określając wysokość wynagrodzenia.

1) Umowa nie musi mieć formy pisemnej.

Przekonanie o konieczności pisemnej formy umowy, to chyba najczęstszy błąd pojawiający się w obrocie prawnym. Wielokrotnie miałem okazję słyszeć stwierdzenie „wykonałem usługę, nie otrzymałem zapłaty, ale problem w tym, że nie mam umowy”.

Oczywiście nie jest to prawdą. Za stwierdzeniem takim najczęściej kryje się tylko i wyłącznie informacja, że taka osoba nie zawarła umowy w formie pisemnej.

Przekonanie, że umowa oznacza spisany dokument jest dość powszechne. Tymczasem jest też całkowicie mylne. Co do zasady umowa może zostać zawarta w dowolnej formie, także w sposób dorozumiany. Przykładowo, zawarcie umowy może nastąpić w formie:

– ustaleń ustnych lub telefonicznych;

– wymiany e-maili;

– propozycji jednej strony (złożonej np. e-mailowo), na którą druga strona odpowie w ten sposób, że od razu przystąpi do realizacji umowy.

Sytuacje, kiedy w przypadku świadczenia jakiejś usługi nie ma w ogóle między stronami umowy są bardzo rzadkie.

2) Nawet gdy umowa nie wymaga formy pisemnej, warto udokumentować jej treść.

Większość umów może zostać zawarta w dowolny sposób. Nie oznacza to oczywiście, że nie warto zadbać o jakieś utrwalenie jej treści. Inaczej mogą się pojawić tysiące mniej lub bardziej drobnych rozbieżności: wysokość wynagrodzenia; to czy umówiona kwota była kwotą brutto, czy netto; termin wykonania, termin odbioru przedmiotu umowy; usługi dodatkowe, okres gwarancji.

Z tej przyczyny warto zadbać o jakiekolwiek utrwalenie zawartej umowy – czy to przez podpisanie dokumentu, wymianę e-maili, czy faksów. W ostateczności można też zadbać, aby przy ustalaniu warunków umowy były obecne osoby trzecie, które możnaby powołać jako świadków, jest to jednak najmniej pewny sposób.

Jeśli nie zadbamy o utrwalenie warunków umowy (w jakikolwiek sposób), może się okazać, że ich ustalenie okaże się w praktyce niemożliwe, a konsekwencje mogą być znaczące – chociażby brak możliwości uzyskania należnego wynagrodzenia.

3) Niektóre umowy jednak wymagają formy pisemnej.

Większość umów może zostać zawarta w dowolnej formie – należy jednak pamiętać, że niektóre rodzaje umów wymagają dla swojej ważności formy pisemnej. Dotyczy to przykładowo:

– umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych;

– umowy licencyjnej wyłącznej dotyczącej autorskich praw majątkowych;

– umów licencyjnych z prawa własności przemysłowej;

– umowy spółki jawnej.

Jeśli chodzi o prawa autorskie, warto pamiętać, że udzielenie licencji niewyłącznej nie wymaga dla swojej ważności formy pisemnej – może więc zostać dokonane w dowolny sposób.

Warto, przy zawieraniu umowy upewnić się, czy nie należy ona do umów, dla których wymagana jest forma pisemna, zwłaszcza że w pewnych przypadkach mogą wystąpić dodatkowe trudności. Przykładowo – umowa o dzieło nie wymaga dla swojej ważności formy pisemnej, ale już umowa o dzieło: np. o wykonanie zdjęć lub grafik, która dodatkowo przewiduje przeniesienie autorskich praw majątkowych do wytworzonego utworu, będzie wymagała formy pisemnej – inaczej nie dojdzie do przeniesienia autorskich praw majątkowych (co może też prowadzić w pewnych sytuacjach do nieważności całej umowy).

Kilka słów tytułem wstępu

Witam, na blogu, który stanowi pokłosie mojego innego bloga prawniczego „W todze i bez togi” , oraz zawodowej praktyki.

Jak wskazuje tytuł, blog dotyczy w założeniu wszelkich aspektów prawnych wiążących się z fotografią, grafiką, reklamą.

Do kogo jest skierowany? Przede wszystkim do osób, które zawodowo zajmują się tymi dziedzinami. Fotografów, grafików, niewielkich agencji reklamowych, PR-owych lub marketingowych.

Oczywiście część wpisów z natury rzeczy może przydać się każdej osobie mającą styczność z fotografią czy grafiką, nawet amatorsko, podobnie jak osobom zainteresowanym prawem autorskim, czy zagadnieniami związanymi z prawem reklamy etc.

Jednak głównym adresatem pozostają profesjonaliści. Wpisy z założenia mają mieć charakter praktyczny, bardziej teoretyczne rozważania poświęcone opisanym tematom będzie można znaleźć na blogu „W todze i bez togi”.

Istnieje pewien stały zestaw problemów, z którymi spotyka się duża część osób parających się zawodowo fotografią, czy grafiką. Większość pracuje jako freelancerzy – czy to prowadząc własną działalność, czy też po prostu wykonując pojedyncze zlecenia. Typowa jest dużo słabsza pozycja wykonawcy wobec zleceniodawców.

Niechęć do skorzystania z drogi sądowej, w połączeniu z często niewielkimi kwotami wynagrodzenia z poszczególnych zleceń powoduje, że wykonawcy często faktycznie rezygnują z ochrony swoich praw nawet wówczas, gdy racja w pełni jest po ich stronie. Do tego dochodzą typowe grzechy – jak brak pisemnego, czy choćby mailowego ustalenia warunków współpracy lub zawieranie umów bardzo niekorzystnych.

Brak wiedzy dotyczy zarówno przyziemnych aspektów działalności – zawierania umów, egzekucji wierzytelności, prowadzenia działalności gospodarczej – ale także „meritum”. A niestety, brak znajomości podstawowych pojęć, tego czym jest prawo autorskie, dobra osobiste, znaki towarowe, ograniczenia związane z reklamą, co oznacza naruszenie przepisów, jakie pociąga  za sobą konsekwencje – też potrafi zemścić się w praktyce.

Czy tego chcemy, czy nie, prawo jest nieodłącznym składnikiem każdej działalności. Oczywiście w idealnym świecie fotograf czy grafik mógłby zajmować się jedynie tym, co robi najlepiej. Jednak świat, w którym żyjemy nie jest idealny i niewiedza na temat prawa może tylko zaszkodzić.

Post Navigation